Moja podróżnicza historia. Od pierwszych kroków aż po świat.

Każda podróż rozpoczyna się od pierwszego kroku – od inspiracji, marzeń i decyzji o wyruszeniu w świat. Dzięki wsparciu rodziców od najmłodszych lat, moja pasja podróżowania kwitła, wyróżniając mnie spośród rówieśników i otwierając oczy na piękno oraz różnorodność naszej ojczyzny, a następnie Europy i świata. Podróżowanie nie tylko stanowi dla mnie sposób na rozwój osobisty i poznawanie różnorodności kulturowej, ale również umożliwia oderwanie się od codziennej rzeczywistości. To także szkoła elastyczności i radzenia sobie w różnych sytuacjach. Dziś zapraszam na podróż przez moje wspomnienia – od pierwszych wyjazdów po samodzielne wyprawy i organizację przygód także dla innych.

Pierwsze kroki podróżnicze w dzieciństwie.

Wracając wspomnieniami do wczesnych lat życia, trudno mi określić dokładnie, kiedy zaczęłam podróżować. Okres ten często towarzyszy nam jedynie w formie zdjęć, filmów i opowieści osób starszych. Jednakże, te pierwsze wyprawy były kształtowane przede wszystkim przez opiekę rodziców, wujków, cioci i ich znajomych, którzy towarzyszyli nam w niektórych przygodach. Dzięki nim zaszczepiona została we mnie miłość do odkrywania nowych miejsc, a także odwaga i przekonanie, że warto eksplorować świat, nawet jeśli czasem trzeba podjąć ryzyko i wyjść poza swoją strefę komfortu.

Te wspólne wyprawy pozwoliły mi poznać uroki polskich miast, gór, plaż i jezior. Niejednokrotnie wyruszaliśmy w podróż bez konkretnej miejscowości na celu, bez wyznaczonego planu czy zarezerwowanego noclegu. Ta swoboda czyniła nasze przygody jeszcze bardziej spontanicznymi, ekscytującymi i (zawsze) udanymi. [Takie podejście nie ograniczało się do granic Polski. Kiedy byłam w gimnazjum wybraliśmy się w ten sposób na Litwę, w okolicę Druskieniki i też tam znaleźliśmy miejsce do spania, bez wcześniejszego przygotowania. 😉]

Na polskiej plaży

Pierwsze kroki w podróży bez rodziców.

Pierwsze kroki w podróżach bez rodziców często stawiamy na wycieczkach szkolnych. To były te jednodniowe wyjazdy do kina, zoo, czy większych miast Polski, które otwierały przed nami nowy, nieznany świat. Później przyszły kilkudniowe biwaki, które były doskonałym wstępem do dłuższych wypraw. W towarzystwie kolegów i koleżanek z klasy, pod opieką nauczycieli, te wycieczki były świetnym prologiem do samodzielnych przygód.

W trzeciej lub czwartej klasie szkoły podstawowej miała miejsce moja pierwsza wyprawa bez rodziców, gdy pojechałam na kolonie nad Bałtyk. Tej wyprawie towarzyszył już większy dreszczyk emocji, ekscytacja i poczucie samodzielności. Wakacje bez rodziców, spędzone u dziadków czy wujostwa, nie mogły się równać z tym doświadczeniem. Wyjazd był organizowany przez zakład, w którym pracował mój tata, więc część uczestników była mi znana, ale większość stanowili zupełnie nowi ludzie. Nowi opiekunowie, nowi przyjaciele, nowe miejsca i konieczność dbania o siebie samodzielnie przez dwa tygodnie – to było wyzwanie.

Mimo początkowych obaw, pozytywne nastawienie i chęć poszerzenia horyzontów towarzyszyły mi na każdym kroku. Wyjazd był dla mnie nie tylko wyzwaniem, ale także okazją do nauki samodzielności i odpowiedzialności. Kolonie były przygodą, która zainspirowała mnie do dalszego odkrywania świata i pokazała, że mogę to robić także samodzielnie.

Pierwsze kroki za granicą.

Pochodzę z małej wioski niedaleko Niemiec, więc regularnie jeździliśmy do przygranicznych miast. Stopniowo rozpoczęłam eksplorować tereny coraz dalej oddalone od naszego kraju, ale prawdziwym przełomem był dla mnie wyjazd na kolonię do Grecji. Byłam wtedy w szóstej klasie szkoły podstawowej lub pierwszej gimnazjum. Wyprawa ponownie została zorganizowana przez zakład pracy mojego taty, więc część uczestników już znałam, a do tego naszą grupą opiekował się także nauczyciel, który uczył mnie w szkole. Pamiętam, jak 30-godzinna podróż autokarem na początku wydawała mi się niezwykle przerażająca. Nie potrafiłam wyobrazić sobie, jak można tak długo siedzieć, a nawet spać, w jednej pozycji. W kolejnych latach miałam okazję odwiedzić także Hiszpanię i Bułgarię, dojeżdżając tam autokarem, co tylko pogłębiło mój podziw dla kierowców, którzy codziennie pracują w taki sposób. W tym okresie zaczęliśmy również częściej wyjeżdżać za granicę z rodzicami.

Wyprawa do Grecji była dla mnie podróżą do świata pełnego mitów, legend i fascynujących opowieści. Tam po raz pierwszy miałam okazję spróbować owoców morza, które obecnie uwielbiam. Jednakże, zanim zdecydowałam się na pierwszy kęs, nie mogłam zrozumieć, jak ktoś może zajadać się tymi wszystkimi skorupiakami, małżami i głowonogami. Pamiętam dokładnie, jak rozpoczęła się moja przygoda z tym rodzajem pożywienia. Wciąż mam przed oczami ogromny talerz małży, które nakładał sobie nasz kolonijny opiekun. Słyszę głosy dzieciaków, w tym i moje, komentujące, jak obrzydliwe to musi być i zastanawiające się, jak on jest w stanie to zjeść. Widzę nas siedzących na hotelowym tarasie, gdzie wspólnie spożywaliśmy posiłki, a nasz opiekun odchodzi, bo zapomniał wziąć coś z wewnętrznej części jadalni. Przypominam sobie, jak mimo naszych nieprzychylnych opinii postanowiliśmy przemóc się i „pomóc” mu z tym pełnym talerzem, oczywiście tak, aby widział i musiał jeszcze raz iść po dokładkę. Niestety, (lub stety), małże zasmakowały większości z nas, więc zjedliśmy mu wszystkie i nie tylko on musiał iść po dokładkę, ale także my postanowiliśmy spróbować innych owoców morza.

Zachwycona odkrywanymi miejscami, kulinarnymi doznaniami, tradycjami i przede wszystkim nowymi znajomościami, poczułam, że świat jest naprawdę ogromny, inspirujący i pełen niespodzianek. Zamarzyłam by podróżować jeszcze częściej i swobodniej, odkrywając coraz to dalsze zakątki naszego wspaniałego globu.

Pierwsze kroki w samodzielnych podróżach.

Studia stały się dla mnie bramą do niezależnego podróżowania. To właśnie podczas ich trwania zorganizowałam swoją pierwszą samodzielną wyprawę. Jako członek organizacji studenckiej miałam przyjemność poznać wielu ludzi z różnych zakątków świata. Okazyjnie uczestniczyliśmy również w konferencjach organizowanych w różnych krajach. Po długim czasie wahania, w końcu postanowiłam wziąć udział w jednej z nich w Bośni i Hercegowinie.

Kiedy moje decyzja wreszcie została podjęta, okazało się, że moi znajomi mieli już wykupiony transport z postojem w Budapeszcie oraz nocleg w tym mieście. Jeśli chciałam do nich dołączyć, musiałam sama zorganizować swoją podróży. Udało mi się kupić bilet tylko na ten sam autokar, którym oni jechali, z Budapesztu do Sarajewa, gdzie miała odbyć się konferencja. Po dotarciu do stolicy Węgier, mimo zmęczenia, postanowiłam wybrać się na spacer brzegiem Dunaju. To miasto urzekło mnie tak bardzo, że z miejsca postanowiłam, iż muszę tam wrócić jak najszybciej, nawet jeśli miałoby to zająć kilka lat.

Następnego dnia, już w towarzystwie znajomych, udaliśmy się do stolicy Bośni i Hercegowiny, gdzie spędziliśmy kilka wyjątkowo produktywnych dni. Poznawaliśmy nowe osoby, rozmawialiśmy i dobrze się bawiliśmy. Po zakończeniu konferencji, wraz z kolegą, odwiedziliśmy Mostar, gdzie gościli nas poznane podczas wydarzenia dziewczyny i pokazały nam miejsca, których sami byśmy z pewnością nie odkryli. Następnie przez Wiedeń, gdzie mieliśmy dłuższą przesiadkę, podczas której odwiedziliśmy Pałac Schönbrunn, wróciliśmy do kraju.

To, co powiedziałam sobie nad Dunajem – „Tu jeszcze wrócę” – okazało się prorocze. Po kilkunastu miesiącach, wróciłam tam w ramach programu Erasmus+. Choć pierwotnie planowałam wyjazd do Hiszpanii. Los sprawił, że wyjechałam właśnie do Budapesztu. [Podczas aplikacji wybrałam uczelnie w złej kolejności, ta ze stolicy Węgier była wyżej. Przydział na wyjazd odbywa się według ustawienia szkół i nie można zmienić na inną z listy.] Nie chcąc stracić okazji, zrealizowałam swoje wcześniejsze postanowienie i udałam się do tego niezwykłego miejsca. Niedługo potem miałam również możliwość odbycia wymiany w ramach programu Erasmus+ w Hiszpanii, niedaleko Barcelony. Od tego czasu regularnie wracam do tego do kraju na Półwyspie Iberyjskim, czując, że jeszcze wiele miejsc czeka tam na mnie do odkrycia.

Budapeszt

Pierwsze kroki w organizacji podróży dla siebie i innych.

Już w  gimnazjum i liceum, byłam zaangażowana w organizację klasowych wyjazdów. Jednak to dopiero podczas studiów rozpoczęłam organizowanie podróży zarówno dla siebie, jak i dla innych, na większą skalę. Razem z rodziną wybraliśmy się na kilkudniowy wypad w Bieszczady, podczas którego mieliśmy okazję zwiedzić Lwów czy pojechaliśmy do Bułgarii, podziwiać piękno Złotych Piasków. A w ramach wspomnianej wcześniej organizacji studenckiej aktywnie uczestniczyłam w przygotowaniu wyjazdów dla gości z różnych stron świata.

Zachód Słónca w Bługarii

Jednak to podczas moich wymian studenckich organizacja podróży dla innych stała się jeszcze bardziej intensywna. Oprócz własnych wypraw, zajmowałam się także przygotowywaniem programów dla osób, które mnie odwiedzały, oraz pomaganiem znajomym z wymiany w planowaniu ich własnych podróży. Pierwsze tego rodzaju wyprawy, które przygotowywałam nie tylko dla siebie, były prawdziwym testem moich umiejętności organizacyjnych. Ale dzięki nim, wspólnie przeżywaliśmy niezapomniane przygody, czerpiąc radość z czasu spędzonego razem, zarówno podczas planowania, jak i odkrywania nowych kultur. Dla mnie był to także doskonały sposób na naukę, łączący pasję z praktyką.

Pierwsze kroki na blogowej mapie podróży.

Moje podróżnicze doświadczenia nie tylko ukształtowały mnie jako podróżnika, ale również jako organizatora. Dzięki nim nauczyłam się nie tylko poszukiwać ofert satysfakcjonujących mnie i innych, lecz także lepiej przygotowywać się do wyjazdów, elastycznie planować i szerzej patrzeć na otaczającą nas rzeczywistość. Dziś, pełna nadziei na kolejne przygody, pragnę zachęcić innych do odkrywania świata i służyć swoją wiedzą oraz doświadczeniem w organizacji wyjątkowych podróży. Chętnie podzielę się nimi także z Tobą i wesprę w przygotowaniu Twojego własnego niezapomnianego wyjazdu.

Podróżowanie to dla mnie nie tylko pasja, lecz prawdziwy sposób na życie. Nieustannie poszukuję nowych miejsc do odkrycia i zgłębiam tajniki podróżowania. Zachęcam do otwarcia się na świat i poszukiwania kolejnych wyzwań.

Serdecznie zapraszam do śledzenia mojego bloga oraz kont na mediach społecznościowych, gdzie razem będziemy odkrywać piękno świata.

Do zobaczenia w kolejnej niezapomnianej podróży!

Dodaj komentarz